Ciekawi ludzie – wywiad z pastorem Adamem Chowickim

Autor: Ula Gutowska

Rozmowa z Adamem Chowickim, pastorem Kościoła Chrześcijan Wiary Ewangelicznej w Puławach, byłym narkomanem.


Boże obietnice nigdy nie zawodzą…

-Byłeś narkomanem. Jak duży wpływ na to, że udało ci się wyjść z nałogu miał fakt, że byłeś w ośrodku CHRZEŚCIJAŃSKIM?

Pobyt w ośrodku Teen Challange miał bardzo duży wpływ na moje życie. Ośrodek jest położony na północy Polski niedaleko morza, w małej, cichej wiosce otoczonej lasami. To miejsce było idealne dla mnie. Poznałem tam Pana Jezusa i stałem się duchowym niemowlęciem, a więc musiałem uczyć się wszystkiego od nowa. Codzienne wykłady słowa i rozmowy z wychowawcami miały duży wpływ na moje życie. Ośrodek dał mi poczucie bezpieczeństwa. W terapii przewidziane były przepustki, z każdej wracałem do ośrodka, jak do domu, gdzie była miłość i prawdziwy Boży pokój. Miejsce odosobnienia miało korzystny wpływ, ponieważ zostałem oddzielony od środowiska i codziennego otoczenia. To pomogło mi skoncentrować się na moich problemach. Dzięki temu, że mogłem tam być, odniosłem sukces.

-Jak Bóg kierował twoim życiem po opuszczeniu ośrodka? Czy czułeś wówczas jego szczególną opiekę?

Po wyjściu z ośrodka pojechałem do hostelu Teen Challange w Świdwinie, który funkcjonował przy kościele zielonoświątkowym. Jego zadaniem była zamiana teorii, której nauczyłem się w ośrodku, w praktykę. W tym okresie wyraźnie odczuwałem opiekę i troskę Boga oraz Jego prowadzenie. Po półrocznym pobycie w Świdwinie Bóg powołał mnie do służby Teen Challange w ośrodku w Cieszynie. Nie było to dla mnie zaskoczeniem, ponieważ pragnienie, aby pomagać uzależnionym miałem w sercu od dawna i modliłem się o to. Mogę powiedzieć, że okres po wyjściu z ośrodka był szczególny pod względem działania Bożej łaski w moim życiu. Był to czas uczenia się wiary i ufności w Boże obietnice, które nigdy nie zawodzą.

-Chyba każdy z nas zna kogoś, kto jest uzależniony. Jeżeli nie od narkotyków to od alkoholu. Jak przekonać taką osobę, by podjęła leczenie?


Każdy alkoholik czy narkoman pije lub bierze, ponieważ chce to robić. Ważne jest, żeby dotrzeć do tych, którzy mają dość i czują się oszukani, że tego rodzaju sposób rozwiązywania życiowych problemów jest całkowicie negatywny i stał się dla nich śmiertelną pułapką. Ludzie, którzy nie mają motywacji, aby się leczyć to „najtrudniejszy materiał”, ale można im pomóc, stwarzając tę motywację na przykład przez współpracę z rodziną, która może mieć wpływ na uzależnionego. Rodzina może postawić konkretne warunki, np. odcięcie od wszelkiego wsparcia materialnego, w niektórych przypadkach okazało się to bardzo skuteczne. Znam człowieka, któremu rodzice kazali wyprowadzić się z domu, zmienili zamki i pozbawili pomocy. Wydaje się to niehumanitarne, ale okazało się bardzo skuteczne. Przez pół roku jakoś sobie radził, żyjąc na ulicy, ale przyszła zima, spanie po piwnicach i klatkach schodowych dokuczyło mu bardzo i zdecydował się na leczenie. Wszystko polega na tym, aby uzależniony miał motywację do leczenia, znam przypadki, kiedy uzależniony pojechał do ośrodka tylko dlatego, że bał się więzienia. Te motywacje nie były dobre, ale podczas terapii ten człowiek poznał Jezusa i jego motywacje zmieniły się, skończył ośrodek i teraz żyje jako wolny człowiek.

-Podczas kazania w Pszczynie kilkakrotnie podkreślałeś, że macie wspaniały zbór. Jaki jest, według ciebie, „przepis” na „dobry zbór”?

„Dobry zbór” jest to niewłaściwe określenie, ponieważ nie ma „dobrych” zborów, jest tylko dobry Bóg. Faktem jest, że w niektórych zborach jest bardzo trudno funkcjonować, relacje są złe i jest bardzo ciężka atmosfera. Jednak są też takie, w których relacje między członkami są dobre, panuje tam miłość, pokój i radość. Te ostatnie są owocem Ducha Świętego. Bóg chce mieć tylko takie owoce, które pochodzą od Niego. Słowo „owoc” oznacza coś do spożycia, mam na myśli wewnętrznego człowieka, karmimy nim siebie nawzajem w naszych relacjach. Musimy pamiętać, aby mieć ten owoc również dla tych, którzy przyjdą z zewnątrz, ponieważ świat jest pusty, głodny i nie zna prawdziwej miłości, pokoju i radości. Kościół, który przyciąga pragnących i potrzebujących ludzi, to taki, w którym jest Boże Życie nie w teorii, ale w praktyce. Zbory mogą się różnić pieśniami, sposobem modlitwy czy prowadzenia nabożeństwa. To nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, czy w kościele głosi się słowo, nie tylko przynoszące intelektualne wiadomości, ale Boże Życie. Kazanie może być interesujące, nawet zgodne z doktryną, ale pozbawione Bożego Życia, takie kazanie nie wnosi nic. Bardzo ważną rzeczą jest, aby członkowie kościoła wspierali pastora i tych, którzy mu pomagają. Czasem zdarza się, że w zborze istnieje tak zwana opozycja. Czy to jest właściwe? Na pewno nie, ponieważ kościół nie jest partią polityczną, ale ciałem Chrystusa i absolutną własnością Boga. Bóg powołuje tych, których chce i tak jak się Jemu podoba. Życie w jedności w kościele jest możliwe, kiedy poszczególne osoby żyją w jedności z Jezusem, porzucając swoje racje i pomysły, które mogą być nawet ciekawe, ale jeśli nie pochodzą od Boga, to przyniosą tylko gorzkie owoce. Kościół, który nazwałbym „dobrym”, to taki, który posiada Bożą dyscyplinę i traktuje poważnie Boże słowo, potrafi go słuchać, mając świadomość, że to jest najważniejsza część nabożeństwa. Ludzie w takim kościele szybko będą uczyć się, że są bardzo potrzebni w ciele Chrystusa, a przede wszystkim w swoim lokalnym zborze. Poświęcenie i samozaparcie nie dotyczy tylko pastora i starszych, ale każdego brata i siostry.

Niech dobry Bóg dopomoże nam, abyśmy mogli powiedzieć, że mamy „dobre” zbory.

chowiccy   

   

Najpopularniejsze tagi:
Chyłka Bassara